Dnia 2009-07-13, o godzinie 22:15:13, zapisano:
Przez następnych kilka dni nie działo się nic szczególnego. Można by rzec, dzień jak co dzień na statku pirackim, okraszony odrobiną wieczornych popijaw i śpiewu. Pogoda nadzwyczaj sprzyjała odpoczynkowi i pirackiemu lenistwu, jakiemu nawet oddawała się Ronka, w zaciszu własnej kajuty, z własnym mężem. Władzę na statku, w jej imieniu sprawowała Kate. Ona chyba jedna nie była tak radosna jak reszta wiecznie na rauszu będących piratów, była śmiertelnie poważna i śmiertelnie trzeźwa.
Ktoś jednak miał ambitny plan to zmienić.
- Pani oficer... – Za dziewczyną zatrzymał się nie kto inny, jak sam pan Dirk Shawn. – Pani nie pije? – zapytał, podając jej butelkę rumu.
- Nie, panie Shawn. - Caterina nawet nie spojrzała na butelkę rumu, cały czas bawiła się swoim pierścionkiem. - Nie ma pan jakiś obowiązków?
- Aktualnie? Nie. – odparł, opierając się obok niej o reling. – Poza towarzyszeniem pięknej pani oficer.
Mruknęła pod nosem wiązankę hiszpańskich przekleństw.
- No, dobrze, pani oficer. – odparł, odwracając się, a przypadkiem trącił ją ramieniem.
Kate akurat wtedy bawiła się pierścionkiem po mężu i ta błyskotka wypadła jej ręki. Złoty krążek potoczył się po deskach statku i wypadł za burtę, mrugając do dziewczyny niebieskim oczkiem, zanim wpadł do wody. Panna Watson zrobiła się w tym momencie kredowobiała i sina jednocześnie.
Dirk też zauważył ten błysk, a widząc równocześnie reakcję Kate, bez namysłu pobiegł za krążkiem, w biegu odpinając pas z szablą i pistoletami, po czym wskoczył na reling i zniknął za nim.
Pani oficer patrzyła na to szeroko otwartymi oczami, nie wiedząc, jak zareagować. Po chwili odwróciła się do piratów.
- Podnosić te opasłe dupska i rzucić kotwicę!!! - krzyknęła, aż usłyszeli ją wszyscy w promieniu pięciu mil morskich. Tylko pani kapitan, która w pełni jej ufała, nie oderwała się od swojego zajęcia w zaciszu swojej kajuty. Nie oznaczało to wcale, że Ronka nie szanowała swojej załogi i swojego zawodu - nie widzieli się z Reedem ponad półtorej roku, stęsknili się za sobą.
Dopiero po chwili cała załoga zareagowała, posłusznie wypełniając polecenia swojej pani oficer. Po chwili rozległ się huk łańcucha i kotwica opadła na dno. A Dirka nie było wciąż widać.
Kate rozejrzała się nerwowo wokół, po czym popukała nerwowo palcami o reling.
- A czym ja się przejmuję? - mruknęła sama do siebie.
- Mną? – zapytał Dirk, wyłaniając się spod wody, a jedną rękę miał mocno zaciśniętą w pięść. – Jakby mi ktoś pomógł stąd wyleźć, to byłbym wdzięczny cholernie. – dodał.
- Słyszeliście?! - krzyknęła znowu Kate, na Bogu ducha winnych piratów, którzy nie bardzo wiedzieli, co się dzieje.
Dziewczyna spojrzała na pierścionek, na Dirka, i skinęła lekko głową.
- Dziękuję, panie Shawn. - odparła, a jej usta wykrzywiły się w nieznacznym uśmiechu.
- Cała... hmmm... mokra przyjemność po mojej stronie. – Mężczyzna uśmiechnął się wesoło i ruszył do swojej koi i kufra, przebrać się.
- Statek na horyzoncie!!! - krzyknął ktoś z załogi. - O kurwa... - dodał, bo nie był to byle jaki statek.
Kate wystarczył tylko rzut okiem na sytuację i pobiegła do kapitańskiej.
- Co jest? – Ronja gramoliła się właśnie z łóżka z trudem.
- Patrz. - Watson złapała ją za rękę i wyciągnęła z kajuty. - Staford! - Wskazała na migoczący w oddali statek o zielonych żaglach.
- Skurwysyn... – szepnęła rudowłosa, mrużąc wściekle oczy. – Stawiać żagle, patałachy! Wszystkie! – wrzasnęła do załogi, w biegu zapinając koszulę. – I płynąć na niego!
- Pani kapitan, wrak. - Kate podała Ronce lunetę i wskazała wrak hiszpańskiego, bogatego statku. Nie tonął jednak, co oznaczało, że musiał trafić na jakąś mieliznę.
Dla Ronki pozostawało jednak pytanie - czy ma gonić za zabójcą ojca i swoim najgorszym koszmarem, czy spełnić milczącą prośbę załogi - na hiszpańskim wraku mogły być jeszcze cenne rzeczy, bo nie wyglądał na splądrowanego doszczętnie.
Dziewczyna stała na pokładzie, wodząc oczyma to za okrętem Staforda, to za wrakiem.
- Płynąć do wraku... – stwierdziła w końcu, bo tak kazał jej jakiś dziwny, wewnętrzny głos. – Pełne żagle. – Skierowała się na mostek.
- Aye. - Kate skinęła głową i zaczęła wydawać rozkazy.
Ronja stanęła tuż obok koła sterowego, wpatrując się w oddalający się okręt Staforda.
- Nie uciekniesz mi, Staford... – szepnęła, zaciskając dłonie w pięści. – Dopadnę cię... Prędzej czy później, ale dopadnę...
- Kto ma płynąć? - spytała łagodnie pani oficer, podchodząc do Ronji.
Ronka spojrzała na nią nieco nieprzytomnie.
- Ja, ty, Shaw... – Rozejrzała się. – Ruby, Woody i Hansen, ze mną. – rozkazała.
Kate zrobiła się nieco blada, ale skinęła głową.
- Aye, kapitanie. - Zasalutowała i odwróciła się na obcasie.
Ronja zeszła po chwili do szalupy i popłynęli wszyscy w stronę wraku.
Statek musiał być wcześniej pięknym trójmasztowcem. Świadczyły o tym resztki zdobień na tylnej nadbudówce, w której zapewne kryła się kajuta kapitańska, a także resztki galionu. Okręt oparł się sterburtą o mieliznę i tkwił tak, nie tonąc. Najdziwniejsze było jednak to, że nie palił się. Ronję lekko to zaniepokoiło, ponieważ, jak znała Staforda, tak wiedziała, że nigdy nie zostawia on śladów. A więc musiało go coś przepędzić od jego ofiary. Zamyślona wpatrzyła się w połamane maszty, porozrywane żagle i liny, które smętnie wisiały w powietrzu, od czasu do czasu tylko lekko drżąc w porywach słabego wiatru. Po chwili cała szóstka piratów w absolutnym milczeniu wdrapała się po pozostałościach drabinek sznurowych na pokład i rozejrzała wokół. Wszędzie walały się trupy pomordowanych marynarzy i kałuże krwi. Zwłoki były dokładnie ograbione, co oznaczało niemal na pewno to, że Staford dokładnie przeczesał całą powierzchnię okrętu w poszukiwaniu znalezisk. Kapitan Morisette zaklęła tak pod nosem, że niejednemu wilkowi morskiemu uszy by zwiędły, po czym spojrzała na swoich towarzyszy.
- Ostrożnie zapici idioci... - mruknęła Kate, kiedy Woody i Hansen potknęli się o własne nogi.
- Kiedyś zachlejecie się na śmierć. – dodała Ronka, wchodząc na pokład. – Woody, Ruby, przeszukajcie dolny pokład. Kate, ty chodź ze mną, a Shaw i Hansen przeszukają pierwszy pokład.
- Aye. - mruknęli wszyscy mężczyźni i rozbiegli się po pokładzie, a pierwszy oficer ruszyła za kapitanem.
Rudowłosa weszła w milczeniu do kajuty kapitańskiej, rozglądając się w poszukiwaniu map, kompasów i wszelkich przydatnych w podróżowaniu po morzu przedmiotów.
Kate rozglądała się wokół, a była cały czas milcząca i blada, czekała tylko ma moment, kiedy z tego statku zejdą. Za dużo przywoływał wspomnień...
Dziewczyna zrobiła jeden krok do przodu i nagle podłoga się pod nią zerwała i spadła aż na najniższą część statku.
- Kate! – Ronka dopadła do dziury. – KATIE??!! – wrzasnęła, przerażona.
- Żyję! - odkrzyknęła Kate, która na szczęście wylądowała na workach ze zbożem. - Zaraz wstanę... - Rozejrzała się, próbując wstać, ale marnie jej to szło. - Ktoś tu jest! - dodała, widząc jakiegoś mężczyznę przykutego do ściany.
- Już idę do ciebie! Nie ruszaj się stamtąd! – Ronja rozejrzała się wokół, a widząc linę w całkiem niezłym stanie, przywiązała ją do najsolidniej wyglądającego słupka w relingu, po czym zrzuciła ją do środka dziury.
Obwiązała naprędce dłonie kawałkami żagli, które walały się po śródokręciu i zsunęła się do panny Watson.
- Jesteś cała? – spytała, kucając przy przyjaciółce.
- Dupa nie szklanka, oficer nie mazgaj. - odparła Caterina, stając wreszcie na nogi. - On chyba jeszcze żyje... - Powoli podeszła do mężczyzny.
- To więzień? – Ronja podeszła do mężczyzny z zamyśloną miną.
Obie kobiety i nieznajomy znajdowali się w pomieszczeniu mającym niewielką powierzchnie, a w większości wypełnionym workami ze zbożem. Widocznie brakowało na tym statku miejsca dla więźniów, skoro tutaj przykuto mężczyznę. Było tu obskurnie i nieprzyjemnie... no, w końcu to ładownia lub więzienie. Ronja rozejrzała się uważniej. Żadnych okien, nawet najmniejszych, więc powietrze, dopóki nie powstała dziura w burcie okrętu, musiało być tu zatęchłe i ciężko się oddychało. Potrząsnęła rudymi lokami, podchodząc do mężczyzny jeszcze bliżej i przypatrując mu się uważnie.
Nieznajomy z wyglądu był chyba Hiszpanem. Miał ostre, typowo hiszpańskie rysy twarzy, jednak było w nim coś dzikiego... Miał ciemne, czarne jak smoła włosy nieco za ramiona i równie ciemną, kozią bródkę i wąsy, na modłę hiszpańską właśnie. Chociaż miał poranione ciało, odziane w jakieś łachmany, widać było jego krzepę i mięśnie, a także piracki tatuaż - specyficznego lwa - to także przemawiało za jego hiszpańskim pochodzeniem, albowiem taki lew był w herbie jednego z hiszpańskich księstw.
- Pirat... - odparła pani oficer, odgarniając nieprzytomnemu człowiekowi włosy z twarzy. - Che... - szepnęła zaskoczona.
- Znasz go? – Panna Morisette zaczęła oglądać z uwagą kajdany u rąk skazańca. – No, mój drogi, zaraz cię stąd wyciągniemy. – dodała, wyciągając zza paska nóż.
- To... to brat Benita.. - odparła cicho Kate, próbując ocucić Che.
- Rozumiem problem. – stwierdziła rudowłosa, grzebiąc nożem w zamku od kajdan, aż usłyszała ciche kliknięcie po jednej stronie. – No, jedno z głowy...
Gatta pokręciła lekko głową.
- Montero, nie rób mi tego, bo już nigdy nie stanie moja stopa na statku... - mruknęła, klepiąc Hiszpana po policzku. - Wreszcie.. - odetchnęła, kiedy mężczyzna otworzył na moment oczy. - Hej, dupki, gdzie jesteście!!!??? - krzyknęła po piratów
Po chwili do pomieszczenia wpadła cała czwórka piratów, rozglądając się wokół siebie.
- Weźcie go zanieście do szalupy i szorujemy na
Różę! – rozkazała rudowłosa, rozkuwając do końca Hiszpana. – Kate, chodźmy jeszcze do kapitańskiej, tylko tym razem bądź łaskawa nie wpadać. – dodała.
Pani oficer pokiwała głową, chociaż nadal była blada.
- Chodź. – Ronka wdrapała się już normalną drogą na pokład i zaczęła metodycznie przeszukiwać kapitańską.
Parę dni później
Ronja weszła do własnej, kapitańskiej kajuty, którą zarezerwowała dla Che po uprzedniej dzikiej kłótni z Reedem, zakończonej obiciem mężczyźnie twarzy i jej rozciętą wargą. Nieznany pani kapitan mężczyzna wciąż był nieprzytomny, ale powoli jego rany zaczęły się goić na skutek jej troskliwej opieki. Uśmiechnęła się, widząc swojego pierwszego oficera w kajucie.
- Kate, idź się połóż spać. – stwierdziła cicho, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciółki.
Panna Watson siedziała przy Che dzień i noc, ale, w przeciwieństwie do Ronki, tylko patrzyła. Obserwowała jego uśpioną twarz i wspominała ukochanego Benito, bo bracia Montero byli do siebie bardzo podobni. Przenosiła się niemal w czasie, do tamtych dni...
- Dobrze... - szepnęła, ocknąwszy się po chwili z zamyśleń i wyszła z kajuty.
Ronja uśmiechnęła się łagodnie za przyjaciółką, po czym wzięła miskę stojącą na skrzyni i nalała do niej wody z dzbanka. Usiadła na krawędzi koi i zaczęła delikatnie przemywać twarz Hiszpana.
- No, przystojniaku, zaczyna to powolutku lepiej wyglądać... – mruknęła pod nosem.
Do kajuty zajrzał w tym momencie Reed, jak zwykle na lekkim rauszu.
- Znowu tu siedzisz... - mruknął, wyjmując świeże portki z kufra.
- Mam do tego prawo. – odparła, nawet na niego nie patrząc.
- No owszem... - beknął głośno i zmienił spodnie. - Ty zawsze lubiłaś młodych, przystojnych...
- No i co z tego? – prychnęła zirytowana. – Nie wkurwiaj mnie Reed. – dodała.
- Bo co? - spytał zaczepnie.
- Bo znowu ci mordę obiję. – syknęła, wściekła. – Musisz mnie zawsze wkurwiać?
Reed w tym momencie podszedł do swojej żony i uderzył ją mocno w twarz.
- Nie zapominaj, kto tu naprawdę rządzi. - warknął, po czym obrócił się na pięcie i wyszedł.
Ronja dopiero po chwili otrząsnęła się po uderzeniu, po czym otarła krew płynącą jej strużką po brodzie z rozciętej wargi.
- Zabiję cię kiedyś, Reed... – syknęła wściekle, po czym wróciła do obmywania twarzy i ciała Hiszpana.
Mężczyzna nagle jęknął cichutko i poruszył dłonią.
- Ciii... – szepnęła łagodnie, po czym przystawiła mu do ust kubek z wodą. – Pij, maleńki... – dodała cichutko, unosząc mu głowę.
Che wypił wszystko od razu, po czym opadł na poduszki i znów oddał się w ręce słodkiego niebytu.
- Śpij... – szepnęła i pogłaskała go po policzku, po czym odkryła z cichym westchnięciem jego ciało.
Chociaż poranione i zmizerowane, ciało Che było piękne, młode.. i typowo męskie. A Ronka była w pewnym stopniu estetką.
- Żebyś ty był przytomny... – Ronja powiodła palcem po torsie mężczyzny i jego biodrze, po czym zaczęła z troską zmieniać mu opatrunki, a nikt by się nie spodziewał tyle delikatności w jej dłoniach.
W tym samym czasie
Dirk siedział na swojej koi, zastanawiając się, co ma począć dalej. Wiadomym było, że raczej nie uda mu się uwieść pani kapitan, ponieważ ta była ślepo zapatrzona w swojego męża. Pozostawał wciąż problem tego, jak ma wypełnić zadanie ojca.
Znał gniew ojca i to aż za dobrze. Pamiętał, jak kiedyś nie spełnił jego zaleceń i ojciec obił go szpicrutą tak, że chłopak miesiąc leżał jak nieżywy. Ale i to nie wzruszyło twardego niczym kamienia starego Staforda. Gdy tylko Dirk wydobrzał na tyle, że mógł się sam ruszać dostał od razu kolejne polecenie.
Na baty zawsze była okazja. Na pochwały – nigdy.
Mężczyzna westchnął ciężko. Zostawało mu dotarcie do Ronji poprzez Kate Watson. Ale tu znowu musiał toczyć ciężką walkę z własnym sercem, które rwało się do pięknej piratki...
No i z samą panną Watson musiał toczyć ciężką bitwę, ponieważ dziewczyna broniła się przed wszelkimi zalotami czy zakusami z jego strony. Musiała mieć kogoś, skoro nie pozwalała sobie na drobne nawet miłostki w trakcie rejsu.
Shawn czy też Staford, jak kto woli, westchnął po raz trzeci, po czym podniósł się i ruszył na pokład, słysząc dźwięki gitary. To nie mógł być kto inny, jak tylko Caterina…
Panna Watson siedziała na beczce, przy dziobie statku, ubrana w prostą, czarna sukienkę. Włosy miała jak nigdy rozpuszczone, a w dłoniach trzymała gitarę i coś śpiewała.
-
Una historia sin tiempo que no tiene fin.
Un amor como el nuestro no, ni nunca podra morir.
Quiero ser en tu alma un momento feliz.
Te amare por siempre vivire dentro de ti.
En los dias de dolor siente mi amor.
Que vendra con el viento, que vendra con el sol.
En los ojos de Dios, lejos de ti.
Me veras en sueños, sentiras mi besos.
Me oiras reir…29
Dirkowi aż drgnęło serce. Nawet nie przypuszczał, że Kate ma tak piękny głos, gdy śpiewa, i na dodatek po hiszpańsku... Nie znał nawet słowa w tym języku, ale wystarczająco dużo się go nasłuchał w życiu, by go rozpoznać.
Kate skończyła piosenkę już po tych dwóch zwrotkach, po czym oparła się dłońmi o gitarę, tęsknym wzrokiem patrząc w morze.
Shawn stanął w pewnej odległości od dziewczyny, nie chcąc jej spłoszyć i tylko wpatrywał się w jej smutną buzię.
- Wiem, że stoisz obok mnie. - odparła po chwili Caterina, odwracając się do Shawna.
- To źle? – Spojrzał na nią z czymś w rodzaju rozbawienia. – Chyba wolno mi podziwiać urodę tego miejsca, co? – zapytał.
- I śledzić mnie? - przekrzywiła lekko głowę, a jego zaskoczyła długość i piękno jej włosów. Chociaż była piratką, narażoną na słońce i morską wodę, miała piękne włosy... Włosy czarne jak noc, albo skrzydło kruka. Nie, zdecydowanie jak noc. Mieniły się w świetle księżyca i zdawało się, że to na nich wiszą drobne, srebrne gwiazdki i śmieją się do niego.
- Nie musiałaś wabić mnie swym śpiewem, jak syreny. – Uśmiechnął się lekko, obserwując ją nieustannie.
- Przestań... - Usiadła znowu na beczce, a miała tak smutne oczy...
Podszedł bliżej i dotknął lekko jej ramienia.
- Nie smuć się... – szepnął łagodnie.
- Czemu to robisz? - Zajrzała mu w oczy. - Czemu chcesz się do mnie zbliżyć?
- Bo czuję, że to coś więcej. – Spojrzał na nią poważnie. – Nie chcę się tobą zabawić... – dodał ciszej, czując jak jego sumienie wrzeszczy w agonii.
Rysy twarzy Kate stwardniały momentalnie, ale w jej oczach widział strach.
- Panie Shawn, chyba zaczyna się pana wachta. - odparła, siląc się na twardy ton.
- Tak, pani oficer. – Skinął jej głową i wrócił bez słowa sprzeciwu pod pokład.
Kate obróciła się na beczce i rozpłakała cicho. Nie była jednak sama - Dirk nie posłuchał jej i stał w cieniu nadbudówki.. Ale nie Dirk był problemem.
- Hej, Kate... - do dziewczyny przysiadł się mocno podpity Reed.
Dirk zmarszczył lekko brwi, widząc swojego kapitana czy kto to tam był tutaj właściwie, siadającego obok
jego Kate...
Nie tylko Dirk ich obserwował i mówiąc delikatnie, dostawał cholery.
- Żegnam, Reed. - Kate strzepnęła z ramienia dłoń mężczyzny.
- Katie, żałoby nie można nosić całe życie... - Reed znowu ją objął.
Całą tę scenę widziała także Ronja, stojąca w drzwiach swojej kajuty i mrużąca z wściekłości oczy.
- Reed.. - warknęła Hiszpanka. - Jeszcze moment, a cię wykastruję.. - Kiedy mężczyzna złapał ją za udo, momentalnie wykręciła mu rękę.
Reed krzyknął z bólu.
- Ty mała suko... - Zamroczony alkoholem, kopnął ją w brzuch tak mocno, że opadła na deski pokładu.
W tym momencie, gdy Dirk już zrywał się do tego, by, delikatnie mówiąc, obić ryj Reedowi, rozległ się strzał.
- Reed... – Na pokład wyszła Ronja, wściekła rzadko kiedy. – Tknij ją jeszcze raz, a cię zabiję... – syknęła.
Jednonogi Reed złapał się za ramię i obrócił w stronę swojej żony.
- Ty dziwko, postrzeliłaś mnie... - warknął, a był tak wściekły, że miał niemal pianę na ustach.
Kate z trudem wstała z desek. Drugi upadek na plecy w ciągu jednego dnia nie był najprzyjemniejszy i niemal nie mogła się ruszyć, ale wrodzona duma nie pozwalała jej tego okazać.
Rudowłosa kobieta uśmiechnęła się ze źle skrywaną satysfakcją.
- Jak mi przykro... – wysyczała jadowicie. – Ciesz się, że to było twoje ramię, a nie ten pusty łeb!
Reed spojrzał jej prosto w oczy.
- Jeśli chcesz znaleźć
Pride of Britain to lepiej uważaj na mój pusty łeb. - splunął jej w twarz i poszedł pod pokład.
Panna Morisette otarła twarz rękawem koszuli, po czym spojrzała za swoim mężem.
- Zabiję kiedyś... – syknęła i podeszła do Kate. – Wszystko w porządku? – spytała, widząc, że dziewczyna trzyma się ledwo na nogach.
- Powiedzmy... - Pani oficer robiła dobrą minę do złej gry.
- Shawn? – Ronja, na nieszczęście, zauważyła Dirka. – Odprowadź swojego oficera do kajuty i pilnuj, żeby się nie rozleciał po drodze. – Rozkazała.
- Oczywiście, pani kapitan. – odparł Dirk, łapiąc Kate pod ramię.
- Dam sobie radę... - odparła dziewczyna, ale zanim zrobiła krok, zemdlała.
- No tak, typowe. – pani kapitan prychnęła, gdy Dirk podnosił Kate z pokładu i brał ją na ręce.
- Mam się zaopiekować panią oficer? – zapytał.
- Tak... Ja zaraz do niej przyjdę. – Ronja skinęła głową mężczyźnie i wróciła do swojej kajuty.
***
Przypisy
Zaciągnęło się już (3) piratów!
I ty
skomentuj!